Kompas na mapie

Nie będzie to, jak mógłby sugerować tytuł, opowieść o cudach inżynierii, o wznoszeniu się na wyżyny ludzkiej myśli technicznej, zawracającej bieg rzek i zmuszającej żywioły do służby człowiekowi. Nie będzie tu nic o zaporach, tamach, jazach, kanałach ulgi i innych pozostałościach po Staropolskim Okręgu Przemysłowym. Pojawi się tu natomiast przestroga przed lekceważeniem przygotowań do leśnych wycieczek.

Na szlak! Na żywioł(?)!

Wśród amatorów turystyki pieszej w Świętokrzyskim krąży historia o wędrowcach, którzy pewnego ranka postanowili wybrać się szlakiem niebieskim z Bodzentyna przez Górę Sieradowską, Wykus, Polanę Langiewicza do Wąchocka.

Po zwiedzeniu bodzentyńskich zabytków, pełni energii i zapału ruszyli śmiało w kierunku Pasma Sieradowickiego. Na skraju lasu, tuż po przystanku w ostatniej przyjaznej wiacie przed leśnymi chaszczami, nad maszerujących nadciągnęła ulewa.

Zawinęli się w płaszcze przeciwdeszczowe, naciągnęli głęboko kaptury, chroniąc się przed ścianą deszczu i raźnie kroczyli naprzód, rozciągnięci w sznur na wąskim leśnym dukcie. Okoliczności nie sprzyjały rozmowie, ale wędrowali dość dziarsko. Na tyle dziarsko, że w pewnym momencie znaleźli się nad malowniczym wąwozem, którego dnem płynęła rzeka Świślina. Krajobrazy były, pomimo deszczu, piękne poza jednym, ważnym szczegółem. Na drzewach nigdzie nie było znaków szlaku. I to od dłuższego czasu, jak okazało się po szybkim rekonesansie okolicy.

Zagadka bez rozwiązania.

Nic to, powiedzieli sobie. Wyciągamy mapę i na pewno szybko na przełaj wrócimy na właściwe ścieżki. Cóż jednak po mapie, gdy w ekwipunku Naszych podróżników zabrakło kompasu, a ściana wody z nieba uniemożliwiała orientację na słońce. Gęsty las wykluczał też inne, nie do końca pewne metody orientacji; nie było mchu porastającego od północy pnie drzew, mrowisk nachylonych łagodniej w stronę południową ani dziupli, które ptaki zazwyczaj tworzą od strony wschodniej. Ściętych pniaków, gdzie odstępy między słojami po stronie południowej są większe niż po stronie północnej, także nie stwierdzono.

Na szczęście są jeszcze telefony i aplikacje z mapami! Niestety środek lasu w paśmie Sieradowickim i okolice Wykusu to nie są miejsca, gdzie można skorzystać z odbiorników GPS i pięciu kresek zasięgu telefonii komórkowej. Podczas ulewy kreski nie było żadnej. Nie były to również czasy, gdy każdy miał telefon z kompasem, pomijając fakt, że taki też mógł się rozładować.

Leśne próby

Zbici z tropu próbowali wrócić na właściwe tory, wędrując dalej przez leśne ostępy i wąwozy. Schodzili z narażaniem zdrowia po stromych stokach. Stokach, które zaledwie kilkanaście metrów dalej można było pokonać łagodnym trawersem.

Uczyli się na błędach i pomagali sobie w trudnych chwilach. Przekonywali się, że asekurując kogoś kto stracił równowagę warto należycie ocenić, że samemu tę równowagę dla dwóch osób zdoła się utrzymać. Odkrywali, że podczas wspinaczki nie warto przytrzymywać się gałęzi nie upewniwszy się wcześniej, że te są nadal przymocowane do drzewa. Taaak. Bolesne były to nauki, ale duch w Naszych piechurach nie gasł.

Nie gasł do momentu, gdy dotarli do miejsca gdzie padły te słynne, zabierające wszelką nadzieję na odnalezienie drogi, pozbawiające resztki złudzeń słowa.

– Ta rzeka płynie w złą stronę…

Po nich zaległa pełna grozy cisza, wśród której nadal słychać było spadające z liści krople, pozostałość po minionej już ulewie, i cichy szmer rzeki, która jak na złość nie płynęła w spodziewanym przez wszystkich kierunku.

Co było dalej?

Jak ta wyprawa się skończyła? Czy udało im się w końcu znaleźć właściwą ścieżkę i dotrzeć spóźnionym do zamierzonego celu? Czy, jak uważają niektórzy, do dziś krążą po sieradowickich lasach, a inni przemierzający ten szlak wędrowcy słyszą nieraz, zwłaszcza przy mocniej zacinającym deszczu, mrożące w krew żyłach krzyki – Ta rzeeeka płyynie w złą stronęęęę! W złą stroonę…

Nie znam odpowiedzi na powyższe pytania, nie wiem też co z tej historii jest prawdziwe, a co obrosło już legendą. Przekazuję ją tylko by podkreślić, że do lasu bez mapy i kompasu wchodzić nie należy.

Śladami słynnej wyprawy – kilka zdjęć