Rzeka, las
Rzeka. Na szlaku często jako przygoda. I przeszkoda.

Dlaczego warto wracać na Wykus?

Grupa znajomych co pewien czas ruszała na Wykus śladami, opisanej na blogu, słynnej wyprawy, której uczestnicy nie przygotowali się odpowiednio na złą pogodę.

Tego dnia lista obecności prezentowała się następująco: Gabrysia, Mania, Krystian i Norbert. Doszło wtedy do pewnego wydarzenia, które mogło mocno nadszarpnąć łączące ich więzy przyjaźni.

Zanim jednak przejdę do przedstawienia tych dramatycznych okoliczności nadmienię, że Pasmo Sieradowickie to nie tylko rezerwat i miejsce pamięci narodowej Wykus, gdzie dziś stoi kapliczka Matki Boskiej Bolesnej, upamiętniająca Janowa Piwnika „Ponurego” i jego partyzantów. To nie tylko wiodąca do Wykusu partyzancka droga krzyżowa, łacząca miejsca pamięci i groby poległych żołnierzy, czy położona przy niebieskim szlaku Polana Langiewicza.

W pobliżu jest również łąka Barwinek. Tam przestrzeliwano steny – pistolety produkowane konspiracyjnie w suchedniowskiej fabryce, tam 16 września 1943 roku partyzanci urządzili skuteczną zasadzkę na niemiecką obławę, zbliżającą się do leśnego obozu.

W paśmie Sieradowickim znajduje się także nasyp kolejki wąskotorowej, skałki piaskowców, czyli pomniki przyrody nieożywionej Cygańska Kapa i Biała skała. Na wzgórzu Wykus odkryto w ostatnim czasie bardzo dobrze zachowane pozostałości po starożytnych piecach kotlinkowych zwanych dymarkami.

Preludium

Jak widać powodów by tam wracać i wędrować różnymi ścieżkami jest dość. Tak też myśleli wymienieni na początku piechurzy, których droga wiodła obok wykusowej kapliczki, przez Barwinek do, zaznaczonych tylko na mapie, miejsc trzech obozów partyzanckich. Dziś nie wyróżniają się one niczym szczególnym z leśnego krajobrazu. Na koniec zostawili sobie skalne pomniki przyrody.

Do wspomnianego zdarzenia, które mogło zmienić wszystko na zawsze, doszło po drodze z II obozu do pomnika przy tzw. Kropce. Okazało że trasę przedzieliła rzeka. Płynęła ona w dobrą stronę, znak że grupka wyciągnęła wnioski z nieszczęśliwej wyprawy i była wyposażona w dokładną mapę i kompas. Nie zmieniało to faktu, że jesienne opady sprawiły, że nurt wezbrał i na drugi brzeg można było przedrzeć się tylko po kamieniach ledwo, ledwo wystających ponad lustro wody. Chłopcy przynieśli znajdujące się w pobliżu pniaki, próbując przełożyć je nad rzeką, ale żaden z nich nie okazał się odpowiedni.

Rzeka Radości

Pozostało więc przejście po głazach. Krystian ubrany w solidne, żołnierskie buty w kilku żołnierskich krokach znalazł się na drugim brzegu.

Przyszła kolej na Norberta. On jednak dysponował nieco innym obuwiem. Teoretycznie przystosowanym do wędrówek po trudnych, leśnych szlakach. W praktyce okazało się, że towar nie do końca był zgodny z opisem.

Kamienie były śliskie. Za śliskie na to by podeszwa, której angielska nazwa zawierała słowo „przyczepność”, mogła spełnić należycie swą rolę. Norbert ostrożnie i powoli stawiał kroki z głazu na głaz. Zatrzymał się na moment, nie będąc pewny następnego ruchu.

I wtedy stało się:
– Norbert maaasz, maaasz! – krzyknęła pełna dobrych intencji Mania, próbując podać mu grubą gałąź, którą można było wbić w dno rzeki i spróbować się na niej podeprzeć.

Nie w porę! Chłopak obrócił się po tę prowizoryczną laskę. Niestety niezupełnie w tę stronę w którą powinien, niezupełnie poprawnie skoordynował swoje ruchy. Stopy poplątały się i zatańczyły na głazach. Po kilku chwilach Norbert zrozumiał, że musi nadejść nieuniknione. Stało się dla niego jasne, że dalsza walka nie ma sensu, jest z góry skazana na porażkę. Po dramatycznych dla niego, a wyglądających komicznie dla obserwujących, próbach utrzymania równowagi Norbert, ratując się przed upadkiem zeskoczył półpiruetem do wody, mocząc buty i nogawki.

– Jaka szkoda, że tego nie nagrałem! – roześmiał się w głos Krystian.

Norbert wyskoczył szybko na drugi brzeg. Popatrzył w stronę Mani, która uległa powszechnie panującej wesołości, chociaż widać było pojawiające się w jej oczach i minie nieśmiałe wyrzuty sumienia.

– Nie widziałem, że znasz takie kroki! Do której szkoły tańca chodziłeś? – Nie przestawał dogryzać Krystian.

Norbert stał w miejscu i prychał głośno po każdym żarcie. Po tym jak śmiechy ustały reszta piechurów na różne sposoby, ale suchą stopą, przedostała się na drugi brzeg.

Epilog – Przyjaźń uratowana?

Po przeprawie poszli dalej w kierunku Cygańskiej Kapy i Białego Kamienia. Norbert szedł w milczeniu zły na siebie, zastanawiając się jak mógł pozwolić tak łatwo wytrącić się z równowagi.

– A na koniec wycieczki wszyscy zdejmujemy buty i patrzymy, kto ma suche skarpetki – wesołość u Mani jednak brała górę.

– Pfff – prychnął Norbert. A, że nie tak dawno przeczytał, że dobrym sposobem na traumę może być sztuka, tuż przed końcem rajdu zarecytował Mani tę strofę:

Ra-ta-tam, ta-ta-tam, ta-ta-ra-ta-ta-tam
Ta-ra-ra-ra-ra. Ta-ra-ram

Szedłem prosto przed siebie, choć głazy tak śliskie
Stąpałem uważnie, byłem celu już blisko
Jeszcze chwila skupienia, jeszcze moment uwagi
Wytrąciłaś mnie z równowagi!

Ra ta tam, ta-ta-tam, ta-ta-ra-ta-ta-tam
A Ty mnie wytrąciłaś z równowagi!

I rzeczywiście. Był to dobry sposób na traumę i wystawioną na próbę przyjaźń. Norbert i Mania cały czas ze sobą rozmawiają. Podobno…

PS Powyższe wersy można śpiewać na melodię piosenki o innej słynnej przeprawie na drugi brzeg – „Break On Through (To the Other Side)” The Doors. Tylko po co?

Pasmo Sieradowickie – zdjęcia