Ruiny wielkiego pieca, Kuźniaki, Świętokrzyskie
Skryty przed oczami i pytaniami ciekawskich – wielki piec w Kuźniakach

Niektóre sekrety świętokrzyskie odkrywa się etapami, łącząc cierpliwie różne opowieści, kojarząc fakty i na koniec dopasowując wszystkie części układanki. Tak też było z historią Pieca w Kuźniakach…

Zaczyna się ona w dniu, w którym znajome małżeństwo postanowiło przespacerować się głównym szlakiem świętokrzyskim. Bierze on swój początek w Kuźniakach u stóp pasma Oblęgorskiego. Wędrując stamtąd na wschód, obok groty Rozalii, a potem platformy widokowej na Górze Siniewskiej, możemy skręcić na szlak czarny i dalej przez wąwozy lessowe w rezerwacie Barania Góra dotrzeć do pałacyku Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku. Albo kontynuować marsz szlakiem czerwonym do miejscowości Miedziana Góra.

Ale co z tym piecem?

Znajoma para zawitała do Kuźniak po raz pierwszy. Przeczytali wcześniej, że jest tu wielki piec, obiekt z końca XVIII wieku, pamiątka po Staropolskim Okręgu Przemysłowym. Chcieli oczywiście zobaczyć zabytek na własne oczy.

– Koniec języka za przewodnika – pomyśleli sobie i postanowili zadać pytanie panom siedzącym na ławeczce w pobliżu sklepu, którzy spoczęli tam, bynajmniej nie po to, żeby odsapnąć przed czekającym ich marszem do domu z ciężkimi siatkami zakupów w rękach. Bagaż panów był w miarę lekki, twarze rumiane i to nie tylko od wiatru i słońca.

Stało się jednak coś nieoczekiwanego. Tacy jegomoście są zazwyczaj bardzo dobrze poinformowani w lokalnych sprawach, skorzy do pomocy i rozmowy z przybyszami. Małżonkowie byli więc bardzo zdziwieni, gdy po usłyszeniu pytania „Gdzie jest piec?” panowie popatrzyli po sobie, wzruszyli ramionami, a jeden z nich wymamrotał:

– E… Pani… ja tam nic nie wiem o żadnym piecu… – po czym odprowadzili odchodzącą parę wymownymi i długimi spojrzeniami.

Co ciekawe, szukany obiekt był zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca spoczynku grupki amatorów świeżego powietrza. Dlaczego nie wskazali największej atrakcji w ich miejscowości?

– Zadaliśmy pytanie zwyczajne, zupełnie niepodchwytliwe, żadna wiedza tajemna… – rozumowali znajomi. Jak się jednak okazało, było wręcz przeciwnie.

Wszystko stało się jasne, gdy po wysłuchaniu tej anegdotki, przytoczyłem własną z wyprawy rowerowej do rezerwatu „Góra Dobrzeszowska” przez Kuźniaki właśnie.

Moje świadectwo

Po zwiedzeniu rezerwatu i obejrzeniu znajdujących się na szczycie wzniesienia wałów, uznawanych przez archeologów za kultowe, postanowiłem pojechać leśną ścieżką, która, jak mniemałem, będzie skrótem do szosy w Dobrzeszowie. Niestety wąska dróżka zaczęła meandrować a w końcu zniknęła wśród licznych gałęzi w miejscu niedawnej wycinki.

Pomyślałem sobie, że nie będę się wracał. Przecież w końcu gdzieś mnie ta obrana droga doprowadzi. I doprowadziła, a raczej wyprowadziła. W pole. Dosłownie.

Ze skraju lasu do widocznej w oddali wsi musiałem więc przejść na przełaj. Poprowadziłem rower w stronę zabudowań, wkrótce mijając po lewej stronie pasiekę. Następny punkt podróży mógł okazać się nieco trudniejszy. Wszedłem na teren nieogrodzonego od strony lasu gospodarstwa. Rozglądałem się uważnie, bo wielce prawdopodobnym było pojawienie się czworonogiego strażnika przypominającego bestię znaną z „Psa Baskerville’ów” lub gospodarza, któremu mogło być nie w smak, że ktoś spaceruje po jego polu i podwórku. Pojawią się czy nie pojawią?

Nie pojawili. Wydostałem się w końcu na ulicę i od razu natknąłem na idącą chodnikiem babinkę w pełnym rynsztunku pszczelarza, już w masce na głowie.

– Oho! – pomyślałem sobie – Nie udało się. Zaraz będę musiał się tłumaczyć. – Wyszedłem wszak przez bramę jej gospodarstwa.

Babcia jednak zignorowała fakt mojego wtargnięcia na teren prywatny i zaczęła opowiadać o niedolach, jakie ją spotykały na życiowych zakrętach. Po kilku minutach rozmowy na ten temat, w końcu zainteresowała się bliżej moją osobą i zapytała czy jestem tutejszy.

– Nie, przyjechałem z Kielc zobaczyć Górę Dobrzeszowską i wielki piec w Kuźniakach.

– O! To znasz Pieców z Kuźniak?

– Nie, nie, wielki piec, obiekt hutniczy taki.

Babulka pokręciła bez zrozumienia głową, po czym pokazała mi którędy wrócić na główne drogi.

Drogi Watsonie, zagadka rozwiązana

Po porównaniu obu historii wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować. Okupujący kuźniacką ławkę panowie wcale nie okazali się ignorantami ani nieuprzejmymi gburami! Pytanie „Gdzie jest piec?” zbyli, chroniąc swojego kolegę i obecne miejsce jego pobytu przed podejrzaną nieznaną parą, która zaczęła indagacje na niebezpiecznie osobiste tematy. Należałoby ich raczej pochwalić za czujność i koleżeńską solidarność. Piec to bowiem także… nazwisko.

Kogo więc pytać o zabytkowy wielki piec w Kuźniakach? Oczywiście, że przewodnika świętokrzyskiego.

Zdjęcia